DrukujDrukuj

Józef C., "rzeźnik" z Niebuszewa

Etykietowanie:
Autor:
Gm nr 12
Współautorzy:
  • GIMNAZJUM NR 12 W SZCZECINIE
  • Marcin Barnowski

Józef C., to "rzeźnik" z Niebuszewa. Urodził się w 1895 roku w Opolu.
Został jednak powołany do wojska i przyjechał do Szczecina. Mieszkał
na ulicy Niemierzyńskiej 7 ( wtedy ulicy Wilsona) z pewnym młodym
chłopcem, Józef C. mówił, że blondyn jest jego synem… Jednak
pewnego dnia, chłopiec zniknął i więcej o nim nie słyszano. Rzeźnik był
mężczyzną niskiego wzrostu (158cm) ,dość tęgim, z dużymi rękami (o czym
mówi się w Aktach Sądu Okręgowego w Szczecinie - odcisk pokaźnego
kciuka), niebieskimi oczami i krzaczastymi brwiami . Pan Józef był
Niemcem, bardzo dobrze władał językiem polskim i niemieckim, więc jego
pochodzenie nie ulegało wątpliwości.
11 września 1952 r. – to data zbrodni, data zabójstwa niejakiej
Ireny J. Tego dnia przyjaciółka zamordowanej , Zofia S. postanowiła
odwiedzić koleżankę z dawnej pracy (pracowały kiedyś razem w PGR
Szczecin Gumieńce). Kiedy Pani Zofia przyszła pod dom ofiary, nie było
tam Ireny J. Po chwili usłyszała zawodzenia siedmiomiesięcznego dziecka
przyjaciółki … Co dziwniejsze , drzwi do mieszkania były
uchylone… Pani Zofia postanowiła sprawdzić co się dzieję i czemu
Ireny nie ma w domu. Zajęła się dzieckiem i czekała na przyjaciółkę .
Jednak kiedy usłyszała kobiece jęki w mieszkaniu obok , razem z
sąsiadkami zaczęły szukać Pani Irki. Nawoływały, szukały, ale nikt się
nie odzywał. Na spotkanie wyszedł im morderca , zapytał dlaczego tak
krzyczą i rzekł : "Na te młode baby to trzeba by bomby atomowej, bo
dzieci nie pilnują". Przestraszone tą sytuacją zaalarmowały męża ofiary
. 25-letni mężczyzna wrócił z pracy koło godz. 18.30. Kiedy poszukiwania
żony nie przyniosły skutku i okazało się, że w mieszkaniu brakowało
kilku rzeczy ; pierzyny, prześcieradła, koca, garnituru i zegarka,
sprawa została zgłoszona na milicję. Służba państwowa wysłała patrol .
Ponieważ mąż Ireny zobaczył przez okno swoją pierzynę w mieszkaniu
sąsiada , zainteresowała ich osoba Józefa C. Jednak Józefa C. nie było
w domu, był w kinie Młoda Gwardia. Milicja poczekała na właściciela.
Zatrzymali go i weszli do mieszkania. Jak mówi milicyjna notatka : "W
pokoju na kanapie leżały zwłoki Ireny, z odciętą głową, rękami, nogami i
wyciągniętymi wnętrznościami. Ręce i jedno udo przy szafie. Wnętrzności
- w wiadrze pod oknem. W kuchni na zlewie, krzesłach i drzwiach czerwone
plamy - część nieudolnie pościerana. Na półce przy kaflowej kuchni miska
do połowy wypełniona czerwoną cieczą. Obok maszynka do mielenia mięsa ze
śladami mielenia. Na talerzach serce i wątroba ludzka. Na stole na
patelni niedojedzona jajecznica z jakimś tłuszczem. Obok chleb ze
smalcem, sałatka z pomidorów i kawałek surowego mięsa, chyba wołowego.
Po mieszkaniu walały się butelki po piwie i wódce". Sekcję zwłok
przeprowadzało dwóch lekarzy, przyczyna zgonu była niejasna, z powodu
odciętej głowy, ale udało się ustalić, iż sprawca bardzo dobrze znał się
na swoim fachu. Jak później się okazało ,był on w przeszłości rzeźnikiem
. Józef C. wyznał, iż głowę zamordowanej zatopił w pobliskim jeziorku.
Podczas śledztwa spuszczono wodę ze stawu , w którym C. utopił jej
głowę. Znaleziono tam mnóstwo ludzkich czaszek, głównie dzieci.
W jego mieszkaniu odkryto ubrania damskie i dziecięce. Brutalny morderca
zeznał, że ofiary naganiała do niego kasjerka kina Młoda Gwardia lub
inaczej kina Polonia , które znajdowało się naprzeciwko. Ofiarami były
dzieci, którym zabrakło kilku, kilkudziesięciu groszy do kupna biletów.
Oskarżona o współudział , mówiła , że ten pan da im tyle pieniędzy ile
im brakuje, muszą tylko pójść do jego mieszkania i poprosić. Józef
zabijał ,a ofiary wywoził do dzisiejszego gmachu Wyższej Szkoły
Rolniczej i tam przerabiał trupy pomordowanych na produkty jadalne. Nie
wiadomo do końca gdzie je sprzedawano, ale pewne było , że bigosy
sprzedawane na bazarze, który wtedy mieścił się tu, gdzie dziś jest
dworzec PKS, były jego wyrobu.
Sprawa Józefa C. trwała bardzo krótko, tylko kilka dni. Za pozbawienie
życia Ireny J. 17 września 1952 r. skazany został na karę śmierci.
Prosił o łagodny wymiar kary i łaskę, ale takowej nie było. Wyrok
wykonano 3 listopada o godz. 17.45.

Katarzyna Błażewicz

Twoja ocena: Brak Średnia: 4.9 (20 głosów)